Mariusz Jop po meczu #BYTWIS: Mecz był trudny, cały zespół pracował mocno, starał się, ambitnie podchodził do tego spotkania.
Trener Mariusz Jop po remisie w Bytomiu mówił o trudnym meczu, kontuzji jednego z zawodników na rozgrzewce. Podkreślił, że drużyna pracowała ambitnie i ceni zdobyty punkt, który przybliża drużynę do celu.
„Sporo się działo dzisiaj, jeżeli chodzi o to, co było przed meczem i na początku pierwszej połowy. Niestety nie mogliśmy skorzystać z Alana, który doznał urazu na rozgrzewce i ta sytuacja nie wygląda dobrze. Oczywiście zrobimy jeszcze szersze badania, ale prognozy niestety nie są optymistyczne. To miało znaczenie, jeżeli chodzi o początek meczu. Zbyt dużo prostych strat, zbyt łatwo dawaliśmy rywalowi się napędzać w pressingu. Mieliśmy trochę inne założenia na to, co mamy robić w takiej sytuacji. Później było kilka dobrych momentów, jeżeli chodzi o kreowanie sytuacji. Rywal też miał oczywiście swoje i z jednej strony cenimy ten punkt, ale z drugiej oczywiście zawsze chcemy graczy o pełną pulę. Niestety kolejny raz musieliśmy gonić wynik, ale tak to już ostatnio niestety u nas bywa, że dajemy rywalowi poczuć, że mogą z nami wygrać. Finalnie trzeba cenić ten punkt, bo on nas przybliża do celu jaki jest przed nami.” – rozpoczął wypowiedź na konferencji pomeczowej trener Mariusz Jop.
Kontuzja Alana Urygi.
„Niestety jest to kolano, które było kontuzjowane. Przy jednym ze zwrotów w trakcie rozgrzewki Alan poczuł ból i trzeba poszerzyć tę diagnostykę, żebyśmy wiedzieli, co tam dokładnie się stało. Natomiast tak jak mówiłem, nie wygląda to dobrze.” – opisał szkoleniowiec.
Patrząc na liczbę sytuacji, które stworzyła Polonia – to zdobyty jeden punkt, czy stracone dwa?
„Polonia nie miała więcej sytuacji od nas. Statystyki mówią coś innego. Było po 5 oddanych strzałów, mieliśmy więcej rzutów rożnych, tak że nie powiedziałbym, że Polonia miała więcej sytuacji. Natomiast zbyt dużo prostych błędów z naszej strony, które pomagały kreować te sytuacje Bytomianom. W większości były to sytuacje po zagraniu długiej piłki, albo po przechwycie, po zebraniu tej długiej piłki przez rywala. Tak jak mówię, to były takie sytuacje, które bardziej my prokurowaliśmy niż rywal stwarzał. Oczywiście w pierwszej połowie dwa, trzy razy wyszli spod naszego pressingu, zmienili stronę. Gdzieś tam były groźne dośrodkowania, ale z tego akurat nic nie wyszło. A bramka, jaką zdobyli, była jednak finalnie trochę przypadkowa, bo James tą piłkę miał na głowie i w takich sytuacjach, kiedy jest rykoszet, to trudno mieć jakiejkolwiek uwagi do bramkarza. Bo w takich sytuacjach nie za bardzo ma szansę na reakcję.” – mówił szkoleniowiec Wisły.
Bramka dla gospodarzy padła po rykoszecie. Na drodze piłki stanął James Igbekeme, który zmienił lot piłki, która zmyliła Patryka Letkiewicza.
„To był przypadek. Jego intencją było, żeby blokować to uderzenie i wybić piłkę głową. Tak nieszczęśliwie odbiła się piłka, że wpadła do bramki. Wiadomo jak to jest po meczu, te analizy, kiedy zrobić zmianę, kiedy nie, to jest zawsze do dyskusji. Natomiast tak oceniłem tą sytuację, że James miał dobre momenty, miał też słabsze. W pewnych sytuacjach pomagał zespołowi, w innych robił błędy, zresztą tak jak inni piłkarze również. Nie chcę tutaj, żeby to wybrzmiało tak, że James jest piłkarzem, który był dzisiaj najsłabszy. Nie w tych kategoriach postrzegam ten mecz. Mecz był trudny, cały zespół pracował mocno, starał się, ambitnie podchodził do tego spotkania. Mieliśmy sporo sytuacji. Sytuacji, które powinniśmy większej liczby zamienić na bramki. Oczywiście błędy, które były, też wynikały często gdzieś tam z naszych pomyłek, jeżeli chodzi o budowanie ataków. Boisko na pewno nie było łatwe, bo specyfika jest tego tutaj taka, że początek, kiedy jest mocno podane, ta piłka jeszcze się przemieszcza w miarę szybko. Natomiast z biegiem czasu niestety bardzo szybko schnie i typowe to, co jest na boisku sztucznym, czyli każde podanie, ta piłka spowalnia, kozioł jest inny. Mieliśmy trochę problemów też wynikających z tej murawy.” - powiedział.
Nominalni napastnicy borykają się z kontuzjami. Ciężar zdobywania goli przejął Marko Bozić.
„Mówiłem o tym, że jak się zacznie strzelać, to człowiek podchodzi z większym zaangażowaniem, taką pewnością siebie do tych sytuacji pod bramką rywala. To widać u Marko, że faktycznie szuka uderzeń na bramkę, jest w tym skuteczny. Myślę, że Duarte w ataku też miał swoje momenty dzisiaj. Bardzo dobre sytuacje do strzelenia bramki. Zdobyliśmy dwa gole, które pierwszy oczywiście jak był spalony, to był. Natomiast druga dla mnie kontrowersyjna, bo nie wiem jak sędzia liniowy to dostrzegł. Niestety nie ma żadnej kamery, która jest w stanie to weryfikować i została utrzymana decyzja z boiska. Natomiast bardzo odważna decyzja, trudna do oceny czy to było właściwe, czy nie. Natomiast szkoda, bo Joe rzadko się zdarza, żeby zdobył bramkę po całym fragmencie gry i szkoda, że dzisiaj nie mógł się cieszyć z tego gola.” – podsumował.
Miał Pan okazję grać z Jackiem Magierą, który niespodziewanie od nas odszedł.
„Tak, na pewno to był duży szok. Myślę, że nie tylko dla mnie, ale dla całego środowiska piłkarskiego. Jacek był człowiekiem, który bardzo mocno dbał o siebie, bardzo wrażliwą osobą, która była życzliwa i chętna do pomocy. Ja miałem okazję i przyjemność z nim być w jednym zespole drużynie olimpijskiej, trenera Pawła Janasa. Już wtedy wykazywał się dużą życiową dojrzałością, mądrością. Niestety śmierć Jacka tylko potwierdza to, co wiemy, że życie jest bardzo kruche i żebyśmy też umieli doceniać te momenty, które mamy w życiu, ale też i w sporcie.” – zakończył trener Mariusz Jop.
