TS Wisła Kraków SA
Trenerski dwugłos

Trenerski dwugłos: #RESWIS

4 tygodnie temu | 24.04.2024, 11:45
Trenerski dwugłos: #RESWIS

Wtorkowy wieczór przyniósł spotkanie ligowe w Rzeszowie, gdzie Resovia podejmowała Wisłę Kraków. Mecz 29. kolejki zakończył się wynikiem 1:1 i podziałem punktów.

Albert Rudé - Wisła Kraków


„Zobaczyliśmy klasyczny mecz końcowej części sezonu. Zagraliśmy z drużyną, która walczy o utrzymanie i jest w trudnej sytuacji. W pierwszej połowie rywale dawali z siebie wszystko. Byli cały czas przed nami o jeden krok. Wygrywali każdy pojedynek, każdą piłkę. Dali z siebie tysiąc procent. W drugiej połowie opadli z sił, przejęliśmy kontrolę nad meczem. Mieliśmy swoje okazje, dochodziliśmy do sytuacji podbramkowych. W końcu strzeliliśmy gola, ale powinniśmy zakończyć to lepiej, powinniśmy utrzymać to prowadzenie. Można powiedzieć, że straciliśmy dwa punkty” - zaczął trener. „To prawda, że grając tak dużo meczów w takim krótkim czasie można być zmęczonym. Bardzo trudno utrzymywać do końca koncentrację. Zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę sposób, w jaki gramy. Staraliśmy się dać z siebie sto procent, ale rywal był bardzo zmobilizowany w pierwszej połowie. Grali w domu, bronią się przed spadkiem. Byli krok przed nami, wygrywali drugie piłki, pojedynki w ofensywie i obronie. Sprawili, że to był dla nas bardzo trudny mecz w pierwszej części. Próbowaliśmy, ale zatrzymywali nasze ataki, zamykali przestrzenie, gdzie mogliśmy posyłać piłkę. Wiedziałem, że to będzie niemożliwe, żeby wytrzymali taki poziom zaangażowania i że pewne przestrzenie muszą się w końcu otworzyć. I musieliśmy po prostu wykorzystać te przestrzenie. W końcówce meczu to wykorzystaliśmy, ale powinniśmy to lepiej zamknąć” – kontynuował.

Dziennikarze dopytywali o przebieg meczu, sugerując, że drużyna z Krakowa grała zbyt wolno. Jaka jest opinia trenera na ten temat? „To oczywiście zależy zawsze od tego, na co pozwala nam przeciwnik. My zazwyczaj przesuwając piłkę przesuwamy też rywala. Szukaliśmy przestrzeni, ale rywal bardzo dobrze zamykał środek boiska, więc szukaliśmy tych przestrzeni na bokach. Myślę, że najwięcej okazji stwarzaliśmy sobie po akcjach bokami, gdy wygrywaliśmy w sytuacjach jeden na jeden. Atakowaliśmy przestrzenie za plecami obrońców. Bramka, jaką strzeliliśmy, padła właśnie po takiej akcji” – odpowiedział.

W 67. minucie boisko opuścił David Junca, którego zastąpił Jakub Krzyżanowski. Z czego wynika korekta w składzie? „To była zmiana prewencyjna. Mówiliśmy przed meczem, że to mogło być 60 minut, było 65. Musimy mu pomagać spokojnie odbudowywać jego formę” – zaznaczył. „To kwestia profilu piłkarza. W tamtym momencie było 0:0. Potrzebowaliśmy zawodnika, który ma więcej atutów w ofensywie, bo chcieliśmy wygrać. Dlatego wybraliśmy Krzyżanowskiego” – dodał.

Rafał Ulatowski - Resovia Rzeszów

„Chcę powiedzieć, że GKS Tychy to był przełom w naszym graniu w rundzie wiosennej i gdyby ten mecz zakończył się wynikiem 0:1, to pewnie płakalibyśmy jak bobry i bylibyśmy bardzo rozczarowani, bo uważam, że oddaliśmy wszystko, co mieliśmy dzisiaj. Patrząc na krótki okres regeneracji po przyjeździe z Tychów, bo nawet nie 72 godziny dzieliły oba mecze, gdyż wróciliśmy późno wieczorem, a faktycznie w nocy, a dzisiaj musieliśmy przystąpić do kolejnego meczu. Nagrodą za dobry występ w Tychach była ta sama wyjściowa jedenastka, która wygrała mecz i dzisiaj rozpoczęła od początku. Mieliśmy swój pomysł, mieliśmy swój plan, realizowaliśmy go konsekwentnie. Może nie kreowaliśmy mnóstwa sytuacji, ale przynajmniej postawiliśmy się Wiśle. Nie broniliśmy się kurczowo na własnej połowie. Nie chcieliśmy tylko chronić pola karnego, tylko chcieliśmy podejść wyżej. Mieliśmy Maćka Górskiego, Adriana Łyszczarza, Bartka Wasiluka i Marcina Urynowicza, którzy byli oddelegowani do tego, żeby w zarodku akcje Wisły już na własnej połowie przerywać. I to się bardzo udawało w pierwszej połowie. Do tego dobra gra skrzydłowych, Bartka Eizencharta i Keliego powodowała to, że utrzymywaliśmy się długo przy piłce. Praktycznie też na połowie Wisły. Druga połowa, myślę, że tutaj zmiany, których dokonał trener, szczególnie ten zawodnik na prawym skrzydle, Baena, dał nam mocno się we znaki. Do tej pory grał jako lewoskrzydłowy, dzisiaj wszedł na prawą stronę i dużo pracy miał Bartek i „Miki” z nim, ale cieszymy się, że do tej ostatniej minuty było takie 0:0. Myślę, że też mieliśmy swoją jedną sytuację. Gdyby Keli przy wyniku 0:0 w polu karnym podawał po ziemi do Maćka Górskiego, a nie górą czy oddawał strzał. Później stały fragment gry Bartka Ciepieli, gdy Mati Bondarenko miał piłkę na podeszwie, żeby ją skierować do siatki. Takie wymęczone 1:0 byłoby na pewno szczęściem dla nas olbrzymim, ale z drugiej strony nie zapominajmy, że straciliśmy bramkę na 0:1 w końcówce meczu, w 91. minucie. Mogło być zupełnie różnie, ale był upór, konsekwencja. Chcemy mówić o resoviackim charakterze, to dziękuję chłopakom za to, co dzisiaj pokazali w doliczonym czasie gry, że nie spuścili głów, że jedna końcowa akcja Keliego i zagranie do Maćka Górskiego, który pracował za dwóch, za trzech napastników. Pociągnął robotę do przodu i jeszcze w końcówce postawił kropkę nad małym „i”, czyli tym remisem dla nas, który uważam, że daje nam po raz drugi z rzędu bardzo mocnego, takiego mentalnego kopa, wsparcie dla nas, że się nie poddajemy, że walczymy do końca, że jesteśmy trochę innym zespołem niż byliśmy dwie, trzy, cztery kolejki temu. Chwała dla zawodników, chwała dla sztabu, dla wszystkich, którzy nam dobrze życzą. Cieszę się, bo punkt jest lepszy niż zero punktów” – podsumował potyczkę.

Na pytanie, czy zespół z Rzeszowa w drugie połowie opadł z sił, trener odparł: „Tak, jak powiedziałem wcześniej - myślę, że ten Baena dał nam się we znaki. Myślę, że on bardzo mocno napędzał akcje ofensywne Wisły. Wisła była konkretniejsza, Wisła powodowała to, że „Miki” i „Eizi” musieli skupiać się na nim. Później wprowadziliśmy Gracjana Jarocha za Bartka Eizencharta, żeby dał przeciwwagę. Też, żeby ten rodzinny pojedynek był rozstrzygnięty na naszą korzyść. Jaroch kontra Jaroch. Ten wiślacki Bartek i nasz Gracek. No i też opadliśmy z sił. Tak jak mówiłem, zdecydowaliśmy się na małą liczbę zmian, bo mieliśmy przede wszystkim młodzieżowców. Głośno tutaj mówię dlaczego zdjęliśmy Bartka Wasiluka, kapitana zespołu. Żółta kartka i ta druga, która była pomarańczowa. Myślę, że nie było pierwszej, ale tę drugą sędzia mógł dać pomarańczową. Dlatego taka decyzja. Niepopularna w szatni, bo Bartek wyrósł na takiego lidera w szatni, kapitana tego zespołu i trudno było mu zakomunikować w przerwie, że musi zejść ze względu na to, że każdy kolejny faul będzie się wiązał z być może drugą żółtą kartką i osłabieniem zespołu, a tego chcieliśmy uniknąć, bo jedenastu na jedenastu przeciwstawiliśmy się Wiśle. Zablokowaliśmy przede wszystkim środkowy sektor boiska. Wisła mogła szukać tylko akcji oskrzydlających, a dopóki nie było Baeny na boisku, to mecz toczył się pod nasze dyktando w pierwszej połowie. A później Baena to odmienił, bardzo dużo wniósł dobrego” – mówił.

Udostępnij