W poniedziałek w loży prezydenckiej na stadionie Wisły odbyła się oficjalna prezentacja nowego zawodnika Wisły – Marcina Wasilewskiego. 

– To ogromne zaskoczenie. Jeszcze raz chciałbym podziękować, za tak liczne przybycie. Przybycie królewskie. Teraz z mojej strony pozostaje zaprezentować się na boisku, tam gdzie moje miejsce – powiedział na wstępie.

W ostatnim czasie Wasilewski pozostawał bez klubu, po tym jak z końcem ostatniego sezonu wygasła jego umowa z Leicester City. Były reprezentant Polski trenował jednak indywidualnie. – Nie ukrywam, że był to jeden z trudniejszych okresów w mojej przygodzie z piłką. Jeden miałem po kontuzji, teraz był drugi. Skończył się kontrakt, rytm treningowy i meczowy. Ciężko było mi się z tym pogodzić. Co robiłem… Trenowałem indywidualnie, miałem trenera od przygotowania dwa razy w tygodniu. Mój przyjaciel, który jest trenerem w Kalwarii Zebrzydowskiej umożliwił mi treningi z tym zespołem. Także raz lub dwa razy w tygodniu trenowałem z Kalwarianką, aby poczuć piłkę, bo ten głód piłki był ogromny. Do tego dochodziły indywidualne treningi, aby cały czas być w ruchu i aby forma w miarę możliwości była utrzymana. Nie ma się co oszukiwać, nie był to żaden ciężki trening. Nie ważne jakby się ciężko trenowało, nie zastąpi to rytmu meczowego. Tego na pewno brakuje. Przez ostatnie bodajże 20 lat cały czas ten rytm był, dlatego ten ostatni czteromiesięczny okres po zakończeniu kontraktu był dla mnie bardzo ciężki. Cieszę się, że wróciłem do żywych – mówił Wasilewski.

Marcin Wasilewski w przeszłości już kilka razy był przymierzany do gry w Wiśle, ale do tej pory to nie nastąpiło. – Już kilkakrotnie były prowadzone rozmowy, wiadomo z jakim skutkiem. Zawsze coś stawało na przeszkodzie. Teraz Wisła była bardzo konkretna, bardzo zdeterminowana. Chciałbym tutaj podziękować włodarzom klubu za zaufanie, jakim mnie obdarzyli, ponieważ to wielka niewiadoma. Jestem zawodnikiem, który ostatni mecz grał bodajże sześć miesięcy temu. Teraz zrobię wszystko na boisko, aby się odwdzięczyć za to wszystko – kontynuował.

Pytany o to, kiedy będzie można go zobaczyć na boisku w oficjalnym spotkaniu odpowiedział: – Ciężko jest mi ocenić. Większość czasu trenowałem indywidualnie. To jest zupełnie co innego, niż trening z zespołem. Teraz mam parę dni, aby zobaczyć na jakim pułapie jestem. Rozmawiałem już z trenerem, także z trenerem od przygotowania. Na pewno będą dodatkowe treningi, aby jak najszybciej dojść do formy, którą będę mógł zaprezentować na boisku. Zaległości na pewno jakieś są, ale chcę je jak najszybciej zniwelować, aby być jak najlepiej przygotowanym do tego pierwszego meczu.

W zespole “Białej Gwiazdy” będzie występował z ulubionym nr 27 na koszulce. – W tym numerze gram i funkcjonuję już bodajże od 11 lat. Jakoś jestem związany z tym numerem emocjonalnie. Cieszę się, że akurat ten numer był w Wiśle wolny i będę mógł z nim grać – mówił “Wasyl”.

Nowy obrońca Wisły przyznał, że w ostatnim czasie miał kilka ofert. Ostatecznie jednak zdecydował się na grę w Krakowie. – Było kilka ofert, były oferty zza granicy, były oferty z Polski. Przez pryzmat rodziny trzeba było znaleźć ofertę, która również dla nich byłaby dobra. Jeżeli jest się samemu to pakuje się plecak i jedzie się na drugi koniec świata. Jeżeli ma się rodzinę i dzieci, trzeba myśleć racjonalnie. Cieszę się, że zostaję w Krakowie i udało się to jakoś pogodzić – mówił Wasilewski.

Doświadczony zawodnik przyznał, że wpływ na jego decyzję miała również dobra znajomość z kilkoma zawodnikami obecnej Wisły. – Znamy się nie tylko z Pawłem, ale także z Głową i Małym. Jest kilka osób z którymi znam się od dłuższego czasu. Nie ukrywam, że oni też mieli duży wpływ na moją decyzję. Trochę presji z ich strony było – stwierdził.

Jakie ma plany na przyszłość? Do kiedy planuje kontynuować swoją karierę? – Gra w piłkę to ogromna przyjemność. Ogromnie mi tego brakowało. Co jest najpiękniejsze? Najpiękniejsze jest to, że wstaje się rano, kocha to co się robi i ma się z tego jeszcze godziwe pieniądze. Nadal mi to sprawia przyjemność, zdrowie dopisuje… Zobaczymy. Dla mnie to także jest wielka niewiadoma. Chciałbym jak najszybciej zobaczyć na jakim jestem poziomie, czy jeszcze nadaję się do gry w piłkę. Bo jeżeli nie, to sam pójdę do włodarzy klubu i powiem “dziękuję”. Nie będę oszukiwał sam siebie i ludzi, którzy we mnie wierzą. To będzie się mijało z celem. To dla mnie wielkie wyzwanie i wielka niewiadoma. Jestem pozytywnie nastawiony, ale wszystko weryfikuje boisko – dodał.