Tytuł wcale nie jest tak oczywisty, jak się wydaje. Czy po wczorajszej porażce przyszła pora, by pożegnać się z Arturem Skowronkiem? Niekoniecznie (już teraz), chociaż szkoleniowiec Wisły daje swoim krytykom coraz więcej argumentów. Przegrana z osłabionym beniaminkiem to niesamowicie mocna karta, która właśnie znalazła się w rękach przeciwników kontynuacji współpracy z obecnym trenerem.

Czego zabrakło w pojedynku z Wartą? Jak przyznał sam Skowronek, jednym z powodów niekorzystnego rezultatu w starciu z poznaniakami było to, iż Wiślacy nie strzelili drugiego gola, czyli nie „zabili meczu”. Trudno się z tym nie zgodzić – w pierwszej połowie krakowianie dominowali, jednak nie wykorzystali swojej przewagi i wraz z upływającym czasem powoli dostosowali się do poziomu przeciwnika. Zanosiło się na pojedynek w klasycznym, ekstraklasowym stylu. Jedna bramka, maksymalnie dwie, jednak druga zdobyta dopiero w doliczonym czasie gry, a w międzyczasie raczej przeciętne piłkarskie widowisko.

Co w przerwie powiedział swoim podopiecznym Piotr Tworek? Trener Zielonych nie chciał tego zdradzić, jednak możemy przypuszczać, że jednym z pomysłów na odwrócenie losów rywalizacji był natychmiastowy atak po rozpoczęciu drugiej połowy. Plan niesamowicie… oczywisty. Czemu Wiślacy nie zdołali się przeciwstawić temu, czego powinni się spodziewać? W tym przypadku kluczową rolę mogły odegrać słowa Skowronka, jakie szkoleniowiec Wisły przekazał zawodnikom po zakończeniu pierwszej odsłony starcia. „Jest dobrze, gramy dalej”? Na pewno nie uczulił ich na ekspresową ofensywę rywali. Jednak czy w ogóle musiał to robić, skoro nikt nie powinien mieć wątpliwości, że właśnie tak się stanie?

Opiekun Białej Gwiazdy popełnił wczoraj kilka błędów, co w połączeniu ze sportową impotencją Wiślaków po zmianie stron zakończyło się potężną katastrofą. Już po 45 minutach do zajezdni powinni zjechać obaj boczni obrońcy i Kuveljić, którzy wyraźnie nie nadążali za rywalami i byli niezwykle apatyczni w swoich poczynaniach. Abramowicz bronił się tylko w teorii – zaliczył asystę przy trafieniu Mehremicia, jednak sprokurował rzut karny. Za to Burliga nie bronił się w ogóle, a jeżeli weźmiemy pod uwagę grę w defensywie wspomnianego duetu, to nie bronił się nikt.

Argumentów za obecnością na murawie nie dawał także Felicio Brown Forbes. Reprezentant Kostaryki stracił impet, z jakim wszedł do Wisły. Być może były napastnik Rakowa powinien grać w duecie z np. Aleksandrem Buksą. Już czas, by utalentowany snajper dostawał więcej okazji na zaprezentowanie swoich umiejętności. Jednak nie jako samotna dziewiątka, ponieważ na razie jest zbyt słaby fizycznie, by samodzielnie radzić sobie z wieżowcami pokroju Tomasa Petraska i niewystarczająco doświadczony, by w pojedynkę ciągnąć za uszy resztę zespołu.

Trenerowi Skowronkowi zarzucam nie brak umiejętności, a brak odwagi. Kuveljić zasłużył na przysłowiową wędkę już w pierwszej połowie, podobnie jak Burliga i Abramowicz. Opiekun Białej Gwiazdy częściej musi oglądać Premier League, a konkretnie mecze Leeds. Szkoleniowiec Pawi, Marcelo Bielsa, już w 21. minucie starcia z Aston Villą zdjął z boiska fatalnie dysponowanego Pascala Struijka. Holender prezentował się tak źle, że można było podejrzewać go o brak jakichkolwiek koneksji z profesjonalną piłką. Na dodatek miał na swoim koncie żółtą kartkę i mimo zagrożenia szybkim wykluczeniem, nie rezygnował z ostrych wejść. Więc Bielsa zrezygnował z niego. Leeds wygrał tamto spotkanie – Argentyńczyk po raz kolejny udowodnił, że na swoim fachu zna się jak mało kto. A sam Struijk zapewne nie obraził się na swojego trenera, tak jak trener nie obraził się na niego i w dwa tygodnie później znowu oglądaliśmy 21-latka w wyjściowym składzie.

Nie sposób nie zauważyć, że opiekun Wisły nie potrafi reagować na boiskowe wydarzenia. Jednak to nie jest jedynym problemem ekipy z Reymonta. W kluczowych momentach brakuje koncentracji, zwłaszcza w szeregach obronnych. O ile takie błędy moglibyśmy wybaczyć wiślackiej młodzieży, czyli Dawidowi Szotowi czy Patrykowi Plewce, o tyle weteranom ligowych muraw nie przystoi niefrasobliwość na poziomie rozgrywek międzyszkolnych. Lekarze potrafią zachować perfekcyjne skupienie przez kilka godzin operacji, natomiast ekstraklasowi piłkarze, czyli specjaliści w swoim zawodzie, mają ogromny problem z zachowaniem przytomności umysłu przez pełne 90 minut.

Jaka przyszłość czeka Artura Skowronka? Za nim rok pracy. Wykonał powierzone mu zadanie i utrzymał Białą Gwiazdę na najwyższym szczeblu. Momentami krakowianie prezentują się naprawdę efektownie, jednak są to wyłącznie przebłyski. Należy zastanowić się, czy były szkoleniowiec Stali swoją pracą ogranicza potencjał, jaki drzemie w kadrze Wisły, czy raczej wyciska absolutnie cały sok z już przejrzałej cytryny. Jeżeli w tym sezonie piłkarze i trener pracują w różnych pokojach sportowej świadomości, w przerwie starcia z Wartą Skowronek zamknął drzwi oddzielające oba pomieszczenia, a jego podopieczni przekręcili klucz. Mam nadzieję, że nikt go nie zgubił, ponieważ jeżeli się nie odnajdzie, drzwi trzeba będzie wyważyć. A wtedy ktoś na pewno ucierpi.

(Michał Stompór)