fot. Ekstraklasa SA

Chociaż nie należy żyć przeszłością, pięknych wspomnień nigdy za wiele. Czternaście lat temu Wisła Kraków na własnym stadionie podejmowała utytułowanego przedstawiciela szwajcarskiej Super League, czyli FC Basel. Na Reymonta pojawili się tacy gracze jak Mladen Petrić, Zdravko Kuzmanovic Daniel Majstorović czy Scott Chipperfield. Stawką starcia w stolicy Małopolski było przedłużenie szans na awans do kolejnej fazy rozgrywek Pucharu UEFA.

Krakowianie nie zaczęli tego starcia w najlepszy możliwy sposób. W 8. minucie z narożnika boiska dośrodkował Mile Sterjovski, jednak jego wrzutka została zablokowana. Reprezentant Australii powtórzył próbę i za drugim razem posłał piłkę na głowę Daniela Majstorovicia, który wygrał pojedynek powietrzny z Michaelem Thwaite i zgrał do wbiegającego za linię obrony Mladena Petricia. Serbski napastnik dopadł do futbolówki i uprzedził zaskoczonego Emiliana Dolhę. Szwajcarzy nawet nie zdążyli nacieszyć się prowadzenie, ponieważ nie trwała zbyt długo, ponieważ już dwie minuty później Błaszczykowski zakręcił obrońcami i podał w uliczkę do Pawła Brożka, który bez zastanowienia uderzył w kierunku bramki. Strzał napastnika Białej Gwiazdy nie należał do najmocniejszych, jednak golkiper Bazylei pozwolił sobie na chwilę dekoncentracji i przepuścił futbolówkę między nogami.

Po szybkiej wymianie mocnych ciosów obie ekipy nieco zwolniły tempo rozgrywania akcji, co nie oznacza, że w Krakowie już do końca pierwszej połowy brakowało emocji. Zarówno gospodarze, jak i przyjezdni mieli okazje na zdobycie bramki – po stronie Wisły najbardziej aktywny był duet braci Brożków, natomiast w szeregach RotBlau świetne szanse zmarnowali Petrić i Ivan Ergic.

Kluczowym momentem dla przebiegu spotkania była zmiana, jaką Dragomir Okuka przeprowadził w 65. minucie. Za zmęczonego Piotra Brożka na murawie pojawił się Jean Paulista. Brazylijczyk w ekspresowym tempie zaznaczył swoją obecność, sześć minut później perfekcyjnym strzałem z linii pola karnego umieszczając futbolówkę w górnym rogu bramki Louisa Craytona. Akcja, po której Wiślacy wyszli na prowadzenie, zasługuje na specjalne wyróżnienie – wzorcowo wyprowadzony szybki atak, kapitalny przegląd pola Marcina Baszczyńkiego, który podał piłkę na wolne pole do pędzącego po skrzydle Jakuba Błaszczykowskiego i w końcu idealne wycofanie wychowanka Rakowa do Paulisty.

Na kolejne trafienie nie czekaliśmy zbyt długo. W 83. minucie Daniel Majstorović popełnił fatalny błąd i zagrał wprost pod nogi ofensywnie usposobionego zawodnika z Kraju Kawy. Były piłkarz portugalskiej Bragi ruszył środkiem i w dosyć szczęśliwy sposób odegrał przed bramkę do Kuby, a ten wystawił piłkę Pawłowi Brożkowi, któremu nie pozostało nic innego, tylko z najbliższej odległości wbić ją do siatki.

Podobno na trybunach przy Reymonta zasiedli wysłannicy Manchesteru United. Kogo obserwowali? Tego nie wiemy, jednak najjaśniejszą postacią tamtego wieczoru był obecny kapitan Wisły, Jakub Błaszczykowski, autor trzech asyst i zawrotów głowy, jakie po wycieczce do Krakowa zapewne towarzyszyły Szwajcarom przez długi czas.

Dzięki efektownemu zwycięstwu nad FCB podopieczni trenera Okuki wspięli się na 3. pozycję w tabeli grupy E. Do awansu wystarczyło zdobyć jeden punkt w potyczce z Feyeneoordem Rotterdam. Do Holandii Wiślacy pojechali po wygraną – w rywalizacji na De Kuip nie można było postawić na zachowawczą grę i obronę bezbramkowego wyniku.

(Michał Stompór)