Ani jednego gola nie obejrzeliśmy w piątkowym meczu 5. kolejki PKO Ekstraklasy w Zabrzu, w którym Górnik mierzył się z Wisłą Kraków. Obie drużyny stworzyły jednak ciekawe widowisko, w którym nie brakowało sytuacji do zdobycia goli.

W roli faworyta do piątkowego spotkania przystępowali podopieczni Marcina Brosza, ale Wisła do Zabrza również przyjechała z zamiarem rehabilitacji za ostatnie niepowodzenia. Mecz od pierwszej minuty mógł się podobać kibicom, bowiem obie drużyny starały się grać ofensywnie. Pierwszą groźniejszą sytuację obejrzeliśmy już w czwartej minucie, ale uderzenie Jimeneza świetnie wybronił Lis.

W kolejnych minutach zdecydowanie groźniejsza była Wisła. W siódmej minucie bramkarza Górnika do interwencji zmusiły Yeboah, który płasko uderzał z prawej strony pola karnego. Wiślacy w pierwszej połowie zdecydowanie dłużej utrzymywali się przy piłce od gospodarzy i szukali swoich okazji w pozycyjnym ataku.

Górnikowi w pierwszej połowie dwukrotnie także dopisało szczęście. W 27. minucie bliski wpisania się na listę strzelców był Yeboah, który doszedł do futbolówki po zagraniu z lewej strony pola karnego. Skrzydłowy Wisły trafił jednak w słupek. Dziesięć minut później bliski zdobycia kapitalnego gola był Savić, ale piłka po jego technicznym strzale z kilkunastu metrów trafiła w poprzeczkę, Ostatecznie pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem.

W drugiej połowie również oglądaliśmy dobre spotkanie, głównie dlatego, że obie drużyny szukały swoich okazji do objęcia prowadzenia i nie ograniczały się do bronienia dostępu do własnej bramki. Zabrzanie kilka razy zagrozili Wiśle po stałych fragmentach gry, gdy do strzałów dochodzili Wiśniewski i Koj.

Dobrą okazję do wyprowadzenia Wisły na prowadzenie w 57. minucie miał natomiast Savić, który dostał piłkę w polu karnym po podaniu Silvy. Pomocnik Wisły uderzył jednak nad poprzeczką.

Górnik bardzo groźnie się odgryzał. W 65. minucie, w sytuacji sam na sam z bramkarzem gości obok bramki uderzył Krawczyk. Kilkadziesiąt sekund później dobrze ustawiony Lis nie dał się zaskoczyć po strzale głową Jimeneza. Bramkarz Wisły w 75. minucie powstrzymał również Ściślaka. Wynik 0:0 utrzymał się do ostatniego gwizdka sędziego.