Felicio Brown Forbes
fot. Grzegorz Wajda

Mecz o wszystko? Po serii fatalnych występów Biała Gwiazda musiała udowodnić, że mimo niekorzystnej prasy i absencji dwóch ważnych ogniw, potrafi przezwyciężyć trwający kryzys. Po przeciętnej pierwszej połowie wszyscy mieli nadzieję na zdecydowanie większą aktywność wiślaków w drugiej odsłonie spotkania. Przebudzenie Wisły trwało dokładnie 15 minut. Niestety, krótka chwila przytomności nie wystarczyła do zdobycia choćby jednego punktu. Po zmianie stron to goście wykazywali zdecydowanie większą chęć do gry, a co
najważniejsze – byli bardziej skoncentrowani i zasłużenie dopisują do swojego dorobku trzy oczka.

W kadrze krakowskiej Wisły zabrakło Jakuba Błaszczykowskiego i Macieja Sadloka. Z kolei goście musieli radzić sobie bez Filip Starzyńskiego. Na lewej stronie defensywy zobaczyliśmy Łukasza Burligę, natomiast na prawej flance od pierwszego gwizdka wystąpił Dawid Szot. W środku pola trener Skowronek postawił na tercet Żukow-Kuveljić-Plewka, natomiast na prawym skrzydle pojawił się Yaw Yeboah.

O pierwszej połowie można powiedzieć właściwie tyle, że… się odbyła. Obie ekipy oddały po trzy strzały, jednak żadnego celnego. Więcej pracy miał Dominik Hładun, którzy musiał zachować koncentrację przy każdym z aż dziewięciu rzutów rożnych, które wywalczyli gospodarze. W ekipie Artura Skowronka szczególnie aktywni byli trzej piłkarze – Jean Carlos, Dawid Szot i Yaw Yeboah. Cała trójka grała niezwykle ofensywnie, ale nie przynosiło to spodziewanych efektów. Zagłębie nie było zbyt pewne z tyłu, jednak to wystarczało do obrony przed atakami Wiślaków. W 12. minucie w pole karne próbował wedrzeć się Brazylijczyk, jednak został zatrzymany przez Żubrowskiego. Cztery minuty później najwyżej w szesnastce Zagłębia wyskoczył Frydrych, ale jego strzał nie trafił w światło bramki. W 24. minucie Yaw źle dośrodkował, jednak później ambitnie wrócił za rozpędzającym się rywalem i wślizgiem odebrał mu futbolówkę.

Najgroźniejsza akcja pierwszej połowy miała miejsce tuż przed upływem 30 minut. Do piłki odbitej przed pole karne dopadł Dejan Drażić, jednak strzał Serba został zablokowany przez ofiarnie interweniującego Szota. W 34. minucie w dobrej sytuacji znalazł się Brown Forbes – Jean Carlos wystawił piłkę reprezentantowi Kostaryki, a ten uderzył daleko obok słupka. Ci, którzy zdecydowali się na śledzenie zmagać przy Reymonta, zapewne z trudem powstrzymywali się od snu – na murawie działo się naprawdę niewiele, a obie ekipy grały niezwykle asekuracyjnie.

Jako pierwsze przebudziło się Zagłębie. W 47. minucie lubinianie wykorzystali stratę Wiślaków w środku pola i ruszyli z kontrą – w sytuacji sam na sam z Lisem znalazł się Sirk, jednak nie zdołał pokonać golkipera Wisły. Biała Gwiazda odpowiedziała osiem minut później. Tym razem piłkę stracił Balić, a krakowianie popędzili z kontrą. W końcu futbolówkę otrzymał Felicio Brown Forbes, który zwiódł Porębę i wypalił pod poprzeczkę, zaskakując wychodzącego Hładuna. Już cztery minuty później prowadzenie gospodarzy mógł powiększyć Szot, jednak bramkarz Miedziowych popisał się kapitalną interwencją przy tym świetnym strzale z dystansu w wykonaniu młodego defensora z Reymonta.

Jak się później okazało, dobra dyspozycja ekipy z Małopolski zakończyła się po zaledwie 15 minutach. Do głosu znowu doszli lubinianie, którzy przejęli kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami, co potwierdzili w 68. minucie. Z narożnika boiska celnie dośrodkował Żubrowski, a niepilnowany Simić potężną główką pokonał Lisa. Po straconej bramce krakowianie wyglądali na zamroczonych – przyjezdni z łatwością utrzymywali się przy piłce, korzystając z mało ambitnych ataków ze strony rywali. Artur Skowronek próbował ratować sytuację, wpuszczając na boisko najpierw tercet Savić-Beqiraj-Chuca, a później dokładając do tego Aleksandra Buksę.

Niestety, zmiany nie przyniosły absolutnie żadnego pozytywnego rezultatu. Defensywa Wisły z minuty na minutę wydawała się coraz bardziej rozkojarzona, co nie uszło uwadze gości, którzy za sprawą Żivca raz po raz rozrywali szyki obronne krakowian. W 86. minucie fatalną stratę zanotował Kuveljić – niecelne podanie defensywnego pomocnika Białej Gwiazdy rozpoczęło kontratak Zagłębia, który celnym strzałem wykończył świetnie wbiegający ze skrzydła Chodyna. Jeżeli napiszemy, że w tej akcji obrona gospodarzy zaprezentowała się w katastrofalny sposób, to nie napiszemy nic. Już do końca spotkania ekipa z Reymonta nie stworzyła żadnej sytuacji, a podsumowaniem całego meczu była postawa Beqiraja, który po wejściu na boisko dwukrotnie zagrywał piłkę ręką.