fot. Grzegorz Wajda

Biała Gwiazda przyjechała do Bełchatowa w roli zespołu, który zapewne powalczy z gospodarzami, jednak sił powinno mu wystarczyć zaledwie na jedną połowę. Jak się okazało, sił wystarczyło na cały mecz – mimo nieoczekiwanej kontuzji Błaszczykowskiego, Wiślacy walczyli z Medalikami jak równy z równym, a gdyby nieco poprawili skuteczność, do Krakowa mogli wrócić nawet z 3 punktami. Mimo kilku dobrych okazji na zdobycie bramki, wynik dzisiejszego starcia należy przyjąć z pokorą. W drugiej odsłonie starcia Raków był stroną dominującą, jednak dobra gra defensywna ekipy z Reymonta i świetna dyspozycja Mateusza Lisa uchroniły gości przed porażką.

Krakowianie do dzisiejszego starcia przystąpili bez kilku niezwykle ważnych zawodników. Na GIEKSA Arenie nie zobaczyliśmy między innymi Yeboaha, Brown Forbesa czy Bashy. Z kolei w szeregach gospodarzy zabrakło kapitana, Tomáša Petráška. Faworyt ekspertów i bukmacherów mógł być tylko jeden – znakomicie dysponowany lider podejmował dopiero 10. ekipę ligowej tabeli, która od początku sezony prezentowała chimeryczną dyspozycję.

Spotkanie rozpoczęło się od efektownego poślizgu Iviego Lopeza – Hiszpan stanął na piłce przy próbie wyprowadzenia ataku. W 2. minucie Sapała próbował zaskoczyć Lisa, jednak golkiper Wisły bez problemu wyłapał strzał pomocnika Rakowa. Pięć minut później gospodarze stanęli przed doskonałą okazją na zdobycie pierwszej bramki. Ivi Lopez dorzucał piłkę do Gutkovskisa na długi słupek, a Łotysz z kilkudziesięciu centymetrów posłał piłkę wysoko nad bramką. W 9. minucie Wilusz faulem zatrzymał Szota na 25. metrze. Do stojącej futbolówki podszedł Błaszczykowski – kapitan Wisły pokusił o bezpośrednie uderzenie, jednak dobrze dysponowany Szumski wybronił trudny strzał.

Przez kolejne kilkanaście minut obie ekipy nie potrafiły stworzyć dogodnej sytuacji. Oglądaliśmy walkę głównie w środku pola, a zarówno Wisła, jak i Raków próbowały swoich sił atakując pozycyjnie. Po stronie Białej Gwiazdy Savić i Kuveljić próbowali uderzać z dystansu, natomiast w szeregach Medalików najbardziej aktywnymi piłkarzami byli wielokrotnie dośrodkowujący Ivi Lopez, a także Gutkovskis, który toczył zawzięte boje z Frydrychem. To właśnie za przewinienie na Łotyszu czeski defensor gości obejrzał żółtą kartkę.

Dopiero w 37. minucie obejrzeliśmy kolejną ciekawą akcję. Patryk Kun pokusił się o uderzenie zza pola karnego, jednak Mateusz Lis nie dał się zaskoczyć i sparował groźny strzał na rzut rożny. Po fenomenalnej obronie golkipera Wisły gra zdecydowanie się uspokoiła i obie ekipy zdecydowały się na zwolnienie tempa i dotrwanie do końca pierwszej połowy.

Drugą odsłonę pojedynku w Bełchatowie krakowianie rozpoczęli bez kapitana – Jakub Błaszczykowski został zmieniony przez Fatosa Beciraja. Z kolei Marek Papszun też dokonał jednej roszady, a Tijanicia zastąpił Cebula. W 53. Minucie Ivi lopez próbował zaskoczyć Lisa mocnym strzałem z rzutu rożnego, jednak piłka odbiła się od muru i trafiła w boczną siatkę. Kilkanaście sekund później Niewulis wpakował futbolówkę do bramki Wisły, jednak sędzia odgwizdał faul obrońcy gospodarzy. Cztery minuty później Lisa pokonał Piątkowski, jednak po raz kolejny sędzia nie uznał bramki – zawodnik Medalików był na spalonym.

Niedługo później Gutkovskis otrzymał świetne podanie od Cebuli, jednak podobnie jak w pierwszej połowie nie zamienił okazji na gola. W 67. minucie Cebula wypalił w słupek, a w odpowiedzi Wiślacy ruszyli z kontrą – piłkę w polu karnym otrzymał Beciraj, który fatalnie skiksował i nie zdołał oddać strzału. Błąd reprezentanta Czarnogóry próbował naprawić Savić, jednak uderzenie skrzydłowego zostało zablokowane przez ofiarnie interweniującego defensora Rakowa.

Do końca spotkania to gospodarze mieli zdecydowaną przewagę i niejednokrotnie zamykali Wisłę w jej własnej szesnastce. Biała Gwiazda urwała się tylko raz – w 78. minucie Szumski popisał się imponującą interwencją po główce Frydrycha. Mimo huraganowych ataków ze strony częstochowskiej drużyny krakowianie zdołali wyjść obronną ręką z rywalizacji z Rakowem, w czym ogromny udział miała świetnie dysponowana trójka Lis-Frydrych-Sadlok.