Stało się. Przegraliśmy. Niby człowiek wiedział, a jednak się łudził. A może to i dobrze? Może musieliśmy przegrać, żeby doczekać się jakichkolwiek zmian? Jedno jest pewne – Wisła potrzebuje swoistej rewolucji. A rewolucja wymaga ofiar.

Gilotyna poszła w ruch, głowa Artura Skowronka spadła. Czy ten ruch był konieczny? Wydaje się, że tak. Nie posądzałbym piłkarzy o grę na zwolnienie swojego trenera (bo to bardzo poważne oskarżenie), jednak przyjrzyjcie się uważnie akcji, po której Biała Gwiazda straciła drugą bramkę. Kuveljić chyba wyjątkowo nie przepadał za szkoleniowcem i postanowił przyspieszyć proces jego egzekucji. Chociaż zapewne nieprędko dowiemy się, jaka atmosfera panowała w szatni i co działo się na treningach, oglądając boiskowe poczynania Wiślaków trudno było nie zauważyć, że coś się wypaliło. Te same twarze, te same pomysły, te same roszady – to nie mogło się udać. Jeżeli po kolejnym słabym występie w wyjściowej jedenastce pojawiają się Burliga i Kuveljić, a taktyka opiera się na dziesiątkach dośrodkowań w pole karne, trudno oczekiwać pozytywnych efektów.

Artura Skowronka należy ocenić w dwojaki sposób. A właściwie powinniśmy podzielić jego pracę na dwa etapy: „utrzymanie” i „nowy sezon”. Za pierwszy z nich należy mu się mały pomnik. Podjął się niemal samobójczej misji i wyprowadził Wisłę na prostą. Jednak musimy mierzyć wyżej – jesteśmy nauczeni sukcesów i ciągle wierzymy, że uda nam się nawiązać do tych najpiękniejszych wspomnień. Nawet jeżeli na Reymonta pali się i wali, nikt nie wątpi w markę Białej Gwiazdy. Wisła była i jest wielka. I zawsze będzie. Dlatego kolejne rozgrywki miały wyglądać inaczej. Trener poznał drużynę, otrzymał kilku ciekawych zawodników i… nie zmienił nic. W międzyczasie na światło dzienne wyszła niezbyt przyjemna wiadomość na temat kontraktu Aleksandra Buksy i atmosfera wokół klubu zrobiła się jeszcze bardziej gorąca. Jeżeli w Krakowie paliło się ognisko, to wynik starcia z Wartą zadziałał niczym benzyna. W spotkaniu z Zagłębiem do ognia wrzucono granat – po ostatnim gwizdku już nie było co zbierać.

Mam nadzieję, że tuż po konferencji prasowej zaczął się proces, który możemy określić jako „noc oczyszczenia”. Katharsis – to hasło na najbliższy czas. Efekt nowej miotły? Pojęcie na wskroś ekstraklasowe, oznaczające szybki wzrost formy i jeszcze szybszy jej spadek. Tego przy Reymonta nie chcemy. Świeże spojrzenie, praca u podstaw, umiejętne wykorzystanie zasobów i… twarda ręka. Nie oszukujmy się – chłopakami trzeba wstrząsnąć i to mocno. Młodzież zostawmy, im należą się wyłącznie pochwały. Lis, Szot, Plewka, Buksa, Hoyo-Kowalski, do tego grona dorzucamy Yeboaha (potrzebuje czasu na aklimatyzację) i mamy kilku naprawdę zdolnych i ciągle rozwijających się zawodników. Bądźmy szczerzy – kadrowo Wisła zasługuje na górną ósemkę. Tylko trzeba znaleźć przyczynę zaskakującej przemiany niektórych graczy. Co się stało z Żukowem i Bashą? To jedna z największych zagadek tego sezonu. Być może nowy szkoleniowiec znajdzie lekarstwo na trapiącą ich chorobę, a przy okazji weźmie się za Savicia i Beqiraja, którzy (w szczególności Czarnogórzec) na razie nie potrafią udowodnić tego, co widnieje w ich CV.

Kto za Skowronka? W mediach przewijało się nazwisko Ojrzyńskiego, którego chętnie bym w Krakowie zobaczył, ale… rok temu. Teraz słynny ligowy strażak gasi pożar w Mielcu, więc o jego kandydaturze zapominamy. Brzęczek? Z szacunku do selekcjonera polskiej kadry nawet nie będę komentował tej propozycji. Zgodnie z wiedzą informatorów zostają Maciej Skorża i Thomas Doll. Kogo wybrałbym ja? Dana Petrescu albo Henryka Kasperczaka. Z kręgu podobno dostępnych wziąłbym Dolla – ogromne doświadczenie, sukcesy na koncie, siatka kontaktów. Tylko czy budżet pozwoli? Ze Skorży chyba też bym się ucieszył, chociaż w tym przypadku drugie podejście może nie okazać się aż tak efektowne, jak pierwsze. Sobolewskiemu dajmy czas – jeżeli w przyszłości ma objąć stery Wisły, niech zrobi to przed sezonem, absolutnie nie w trakcie. Zresztą, w przypadku podjęcia się przez niego misji podobnej to tej, której podjął się Skowronek, i ewentualnej porażki, chyba nie chcielibyśmy czytać komentarzy w stylu „zwolnijcie tego wuefistę”.

(Michał Stompór)