Niegdyś rywal z gatunku niewymagających, dzisiaj przeciwnik solidny i bardzo niewdzięczny. W sobotę Wisła po raz 65. stanie do walki z Zagłębiem Lubin. Co przyniesie los? Tego nie wiedzą nawet największe umysły polskiej ekstraklasy. A jak to bywało dawniej? Zapraszamy na krótką wycieczkę po Małopolsce i Dolnym Śląsku.

Zaczęło się względnie niedawno – premierowy mecz pomiędzy Białą Gwiazdą a Miedziowymi miał miejsce w 1989 roku. W 15. Kolejce pierwszoligowych rozgrywek lepsi okazali się krakowianie, którzy na własnym obiekcie pokonali gości z Lubina 2:1. Wynik spotkania w 13. minucie otworzył zawodnik rywali, Janusz Kudyba, jednak później trafiali już tylko Wiślacy. Siedem minut po zmianie stron wyrównał Kazimierz Moskal, a niecałe dziesięć minut później komplet punktów podopiecznym Bogusława Hajdasa zapewnił Zdzisław Janik, który celnie przymierzył z rzutu wolnego. Co miało decydujący wpływ na końcowy sukces? Dziennik Polski pisał o „zwycięskim manewrze” trenera Wisły, tym mianem określając wprowadzenie na boisko wspomnianego Janika, a także Dariusza Marca.

Rok niespodzianek

Kronika krakowsko-lubińskich pojedynków na razie zamknęła się na 64 stronach, na których zapisano potyczki o stawkę. Zdecydowanie lepszym bilansem mogą pochwalić się piłkarze z Małopolski, którzy triumfowali aż 30 razy, a tylko 13-krotnie schodzili z boiska pokonani. Miedziowi z pewnością chętnie zagłębią się w szczegóły, a konkretnie statystyki dotyczące spotkań w Pucharze Polski, bowiem w tej rubryce są nieco lepsi – w czterech dotychczasowych meczach ponieśli tylko jedną porażkę i raz zremisowali. Co ciekawe, wszystkie pucharowe starcia miały miejsce w tym samym roku. Dokładnie piętnaście lat temu Zagłębie dwukrotnie wyeliminowało Wisłę tych rozgrywek – w czerwcu drużyna z Reymonta odpadła w półfinale, a w listopadzie zakończyli zmagania na 1/8 finału. Pierwszą klęskę możemy zakwalifikować do kategorii „wpadki/niespodzianki”, ponieważ miesiąc wcześniej Biała Gwiazda zdemolowała rywali z Dolnego Śląska w ekstraklasowym pojedynku, strzelając im aż sześć goli i zachowując czyste konto. Ta wiktoria była jedną z najbardziej okazałych w historii spotkań Wiślaków z Miedziowymi – równie imponującą różnicą bramek krakowianie zwyciężyli we wrześniu 2004 roku. Tego dnia zawodnicy Henryka Kasperczaka nie mieli litości dla przeciwników, a Danijel Madarić siedem razy wyciągał piłkę z siatki. Honorowe trafienie dla dwukrotnych mistrzów Polski zaliczył Rafał Piętka.

Mimo bolesnych porażek na kluczowych etapach PP wydaje się, że równie negatywnym statusem w pamięci fanów z Reymonta legitymuje się wspomnienie meczu, który miał miejsce w kwietniu poprzedniego roku. Przed spotkaniem media pisały o „decydującym starciu w walce o górną ósemkę”, a trener Stolarczyk zapewniał, że jego podopieczni są gotowi na rywalizację z Zagłębiem. Już w 14. minucie potyczki na kompaktowym stadionie w Lubinie okazało się, że huczne zapowiedzi nijak mają się do rzeczywistości. Najpierw trafił Tuszyński, a 13. minut później wynik podwyższył Jagiełło i na przerwę Wiślacy schodzili z dwubramkową stratą. Chociaż tuż po zmianie stron Błaszczykowski dał krakowianom nadzieje, w 77. minucie Tuszyński po raz drugi wpisał się na listę strzelców i te nadzieje odebrał, zostawiając rywali z Małopolski w grupie spadkowej.

Ostatni domowy mecz Białej Gwiazdy z Zagłębiem zakończył się efektowną wygraną gospodarzy. Czas zapomnieć o niepowodzeniach i pokusić się o sukces na własnym obiekcie. Tym razem wystarczy jeden gol – byle zwycięski.