Niewykluczone, że kolejny zawodnikiem, który może pożegnać się z Wisłą Kraków będzie Mateusz Lis, za którego klub z Małopolski jeszcze nie zapłacił Lechowi Poznań, co ujawnił sam zawodnik. W trakcie środowej rozmowy z przedstawicielami mediów 21-latek nie ukrywał, że na brak zainteresowania nie narzeka ze strony innych klubów nie narzeka.

Zdenek Ondrasek: Będę tęsknił za całą grupą ludzi z zespołu

– Mam różne telefony, ale czekam na to, co wydarzy się w Wiśle. Mam kilka wariantów, gdyby coś jednak poszło nie tak w klubie. W każdym razie pozostaje czekać do momentu, gdy będzie coś więcej wiadomo – mówił Lis w rozmowie przed kamerą katowickiego „Sportu”.

– Pokazałem swoje umiejętności w Wiśle i tak samo mogę je pokazać w innym klubie, wygrywając rywalizację o miejsce w składzie. Na dzisiaj jednak nie chce o niczym przesądzać – kontynuował urodzony w Żarach zawodnik.

Lis bez owijania w bawełnę ujawnił, że dużo pomogli mu rodzice w ostatnim czasie. Zawodnik jednak wprost przyznał, że gdyby miał teraz decydować jeszcze raz, czy zdecydować się na transfer do Wisły, podjąłby taką samą decyzję jak pół roku temu.

– Nie będę ukrywał, że w ostatnich miesiącach, gdyby nie pomoc moich rodziców, to byłoby ciężko. Przez ostatnie pół roku praktycznie nic sobie nie kupiłem, a koncentrowałem się na tym, aby opłacać rachunki. Wiadomo, że zanim trafiłem do Wisły, to grałem w I lidze, więc nie mogłem zaoszczędzić, nie wiadomo ile. Na szczęście mogłem liczyć na bliskich, którym z pewnością będę chciał wszystko oddać – rzekł Lis.

– Gdybym miał teraz jeszcze raz decydować, czy zgodzić się na transfer do Wisły, wiedząc, jak to wszystko się potoczy, zgodziłbym się. Pieniądze to nie wszystko, zresztą i tak prędzej, czy później pewnie je odzyskam. Tymczasem tego, co udało mi się wypracować w ostatnim czasie nikt nie nie zabierze – skwitował – skwitował wychowanek Promienia Żary.