fot. Ekstraklasa SA

Chociaż Czerwono-Niebiescy przystępowali do starcia z Wisłą jako zdecydowani faworyci, krakowianie postawili trudne warunki i do stolicy Małopolski wracają z 1 punktem. Częstochowscy piłkarze aż 2-krotnie trafili do siatki Mateusza Lisa, jednak w obu sytuacjach sędziowie nie wskazali na środek boiska. Opiekun Rakowa wyglądał na niezadowolonego z wyniku, jakim zakończyły się zmagania w Bełchatowie.

– Bardzo chcieliśmy wygrać ten mecz przed przerwą na reprezentacje i obronić pozycję lidera, co pozwoliłoby nam na spokojne przygotowania do meczu w Poznaniu. Niestety nie udało się – spotkanie zakończyło się remisem wynikiem, było sporo kontrowersji, jeżeli chodzi o sędziowanie. W 53. minucie zdobyliśmy prawidłową bramkę i sędzia nie wiadomo czemu odgwizdał faul – w ten sposób trener Medalików odniósł się do sytuacji, w której jego podopieczni mogli wyjść na prowadzenie.

– W pierwszej połowie nie mogliśmy złapać swojego rytmu, jednak trzeba oddać Wiśle, że dobrze się ustawiała i wypełniała wolne przestrzeni. Mimo niepowodzeń zdawaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy w dobrej formie, a w dłuższej perspektywie jesteśmy w stanie zdominować mecz i tak też się stało. W drugiej połowie zdobyliśmy 2 bramki, niestety obie nieuznane. Wisła też miała swoje sytuacje, dlatego emocje trwały do samego końca. Nie wygraliśmy, ale też nie przegraliśmy i do swojego konta dopisujemy 1 punkt – tak zakończoną rywalizację podsumował szkoleniowiec gospodarzy.