Jedną z pierwszych decyzji Arkadiusza Głowackiego w roli dyrektora sportowego Wisły Kraków było namaszczenie Marcina Kuźbę na szefa działu skautingu. Na temat nowej funkcji były napastnik „Białej Gwiazdy” wypowiedział się w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”, przekonując, że wiele się nie zmieniło.

Paweł Brożek dla Gazety Krakowskiej: Carlitosowi zrobiono chyba krzywdę

– To zmiana bardziej symboliczna, bo dział skautingu mamy na tyle nierozbudowany, że jesteśmy w nim tylko ja z Kamilem Moskalem. Za bardzo nie ma kim szefować – rzekł Kuźba w rozmowie z najpopularniejszym dziennikiem sportowym w Polsce.

– Może na wiosnę uda się do nas jeszcze kogoś dokooptować. Być może zarząd chciał nadać wyższą rangę temu stanowisku. Jeśli chodzi o pracę, wiele się nie zmieniło. Dalej robię to, co do tej pory. Jeżdżę na mecze i obserwuję zawodników – uzupełnił siedmiokrotny reprezentant Polski.

Kuźba ujawnił też, który piłkarz wciąż zaprząta jego myśli, a mógł trafić swego czasu do teamu z Grodu Kraka. – Cały czas w głowie siedzi mi Victor Wanyama, którego oglądałem w Belgii w jakimś meczu, gdy miał chyba dziewiętnaście lat (…) Klub miał pieniądze, by pozyskać tego piłkarza, bo kilka miesięcy później Celtic kupił go chyba za kilkaset tysięcy euro (…) Dziś gra w Tottenhamie – powiedział.

– Edera, który strzelił gola w finale Euro 2016, a teraz gra w Łokomotiwie Moskwa, czy Adriena Silvę, dziś grającego w Leicesterze City, też polecałem do Wisły, zanim zrobili wielkie kariery. Ostatecznie się nie udało – skwitował.