Dariusz Wdowczyk: Siłą Wisły jest ofensywa

0
43
fot. Radosław Bełżek

Już w niedzielę Wisłę czeka kolejne ligowe spotkanie. Tym razem rywalem drużyny Dariusza Wdowczyka będzie Ruch Chorzów. Szkoleniowiec Wisły podczas piątkowej konferencji prasowej zapowiadał walkę o dwa kolejne zwycięstwa.

– Cały tydzień poprzedzający święta trenowaliśmy dwa razy dziennie. Mam nadzieję, że udało nam się nic nie popsuć przed meczem w Chorzowie. Pytanie było, czy nie kontynuować naszej gry, skoro tak dobrze nam idzie. Ale myślę, że dobrze spożytkowaliśmy ten czas. Mogliśmy się lepiej poznać, a przy okazji solidnie potrenować – mówił szkoleniowiec.

– Znamy naszą sytuację, wiele zależy od nas. Są matematyczne szanse na wejście do pierwszej ósemki. Choć sytuacja jest zagmatwana i mimo, że powalczymy o sześć punktów, nie wszystko jest od nas zależne. Inne mecze też się muszą ułożyć, abyśmy do tej ósemki weszli, ale przede wszystkim postaramy się wykorzystać swoją szansę. Maciej (Sadlok – przyp. red.), który siedzi obok dobrze zna Ruch, a my mamy też swoje informacje. Każdy trener śledzący informacje w lidze wie jak gra Ruch. Po przerwie wracamy do gry z optymizmem i mamy nadzieję na trzy punkty – kontynuował.

W pierwszych meczach wiosny zespół Wisły nie wyglądał dobrze pod względem fizycznym. – Nie chcę wypowiadać się jakie były przyczyny słabszej dyspozycji fizycznej zespołu dotychczas. Mamy pewien plan i przez dwa tygodnie popracowaliśmy nad tymi aspektami, o które mi chodziło. Dobrze, że były te zwycięstwa, ale też w tych meczach nie wszystko było takie, z czego bylibyśmy zadowoleni. Były elementy, które nie funkcjonowały tak, jak byśmy chcieli. Lepiej się poznaliśmy w ostatnich dwóch tygodniach, a drużyna ma lepsze wyobrażenie, czego od niej oczekuję – mówił Dariusz Wdowczyk.

– Piłka jest taką grą, że można sobie zakładać pewien scenariusz, ale już w pierwszej minucie ten scenariusz może być wywrócony do góry nogami i trzeba reagować. Możemy zakładać, że zaatakujemy, możemy zakładać że wciągamy przeciwnika na kontrę, ale już po chwili ten plan może się zmienić. Podkreślam jednak, że siłą Wisły jest ofensywa. Wisła szczególnie lubi atakować, więc spróbujmy wykorzystać swoje atuty. Ale pamiętajmy, że przeciwnik też chce zachęcić Wisły do ataku i skontrować. Stępiński i Mazek to szybcy zawodnicy, uczulamy zawodników na pewne fragmenty, które można wychwycić w grze Ruchu. To zawodnicy są tymi, którzy później to realizują. Wierzę, że będziemy panowali nad sytuacją boiskową, a groźne sytuacje będziemy się starali zażegnywać – kontynuował

Ruch dobrze prezentował się u siebie jesienią, ale ostatnie zwycięstwo na Cichej odniósł w grudniu, później zaś na własnym boisku przegrał trzy mecze i jeden zremisował. – Mecze są różne i nie można ich porównywać. Mamy pewien plan na ten mecz, zobaczymy jak ten plan będzie realizowany. Ale powtarzam, że siłą Wisły jest ofensywa. Piłkarze nabrali wiarę we własne umiejętności, które zawsze były. Wierzą w to i są pewni, że są w stanie Ruch zdominować i to jest nasze zadanie. Żeby każdy zawodnik na każdej pozycji zdominował przeciwnika. Nie mamy wiele do stracenia i jeśli chcemy dostać się do ósemki, to zróbmy wszystko co możliwe. A zróbmy wszystko oznacza wygranie dwóch ostatnich meczów.

– My wiemy, że nie brakuje nam mankamentów i pracowaliśmy nad tym, żeby wyeliminować te złe momenty. Jest kwestia organizacji gry, gdy to się udaje, to zespół potrafi przejść sprawnie z ataku do obrony i na odwrót. To podstawa. Chorzów nie jest łatwym miejscem. Kibice, stadion, dyspozycja dnia – wiele szczegółów składa się na to, czy uda się zdobyć trzy punkty. Ruch ma swoje atuty, próbuje wykorzystać szybkościowy potencjał kilku zawodników. Jak popatrzymy na Stępińskiego: piłka odbija się od piszczela, od głowy, od przeciwnika, ale zawsze do niego wraca – trzeba brać pod uwagę, że piłka go szuka. Mazek to jeden z najszybszych graczy w lidze, więc trzeba myśleć co zrobić, by nie otrzymywał piłek, a nie tylko mówić “panowie, uważajcie, bo on jest szybki”. Znamy swoje atuty, znamy swoją wartość i najlepiej byłoby powiedzieć: “niech Ruch się martwi jak nas powstrzymać”. Ale stąpajmy twardo po ziemi – podkreśla Wdowczyk.

Jednym z celów drużyny, którego w tym roku jeszcze nie udało się osiągnąć, jest gra na “zero z tyłu”. O tym aspekcie wypowiedział się obrońca Wisły. Maciej Sadlok: – Dobrze by było zrealizować ten plan, niedawno było już bardzo blisko, a pomimo tej wysokiej wygranej to stracona bramka zabolała obrońców. Mecz był kontrolowany, rywal nam nie zagrażał, ale nie ustrzegliśmy się straconego gola. Z drugiej strony, skoro wygrywamy jak wygrywamy, to można i stracić jedną czy dwie bramki. Ale “na zero z tyłu” to taka wisienka na torcie, do której dążymy – zapewnił były gracz Ruchu.