– Nie mamy Petera Brleka, który na treningu doznał złamania czwartego palca stopy. Petera nie będzie już do końca sezonu. Nie będzie też Michała Buchalika, który odniósł kontuzję przywodziciela. To delikatne naderwanie, które wyklucza go z gry. Poza tym wszyscy gotowi do gry. Nie ma oczywiście także Arka Głowackiego i Bobana Jovicia, którzy pauzują za kartki – powiedział na wstępnie konferencji prasowej przed piątkowym meczem z Jagiellonią Białystok trener Wisły Dariusz Wdowczyk.

VIDEO: Konferencja przed meczem z Jagiellonią >>

Szkoleniowiec Wisły ujawnił również kto wystąpi w miejsce Głowackiego i Jovicia. Ich miejsca na boisku zajmą Jakub Bartosz i Maciej Sadlok. Z kolei na lewej stronie defensywy zobaczymy Tomasza Cwykę. – Jeszcze nie jesteśmy w domu. Mamy rozwiązanie na ten problem, który się pojawia w postaci żółtych kartek Arka Głowackiego. Zagra za niego Maciej Sadlok. Na lewej obronie Tomek Cywka – kontynuował Wdowczyk.

W kadrze meczowej znajdzie się także miejsce dla dwóch młodych obrońców: – Za dwójkę która ma kartki dochodzą Piotr Żemło i Krystian Kujawa. Będzie także Alan Uryga, wracają także Patryk Małecki i Denis Popović. W osiemnastce nie będzie Witalija Bałaszowa.

KONKURS: Wytypuj wynik meczu z Jagiellonią i wygraj!

– Mamy jeszcze dzisiaj trening. Skład jest już ustalony, ale trzeba jeszcze poczekać. W bramce miał stać Michał Buchalik. Tak się jednak trafiło, że wypada nam ze składu. To nie jest jednak związane z tym, że Michał Miśkiewicz zagrał słabiej w Kielcach, bo jeszcze niedawno był naszym bohaterem broniąc rzut karny w Chorzowie. Taka jest rola bramkarza, że na koniec dnia albo wyciąga piłkę z siatki, albo jest bohaterem. Nie chcę jednak zaskakiwać zawodników dwie godziny przed meczem. Chcę, aby oswoili się z myślą, że na przykład nie wystąpią. Taką mam metodę pracy. Chcę, aby zawodnicy wcześniej wiedzieli i przespali się z tym tematem. Mam nadzieję, że Michał Miśkiewcz sprosta zadaniu – mówił szkoleniowiec Wisły.

– To okazja dla zawodników, którzy mniej grali, aby pokazać się w meczu. Co ma powiedzieć Alan Uryga, który od momentu kiedy przyszedłem nie rozegrał żadnego spotkania, a do momentu mojego przyjścia był właściwie podstawowym piłkarzem. W jutrzejszym składzie również będą pewne korekty i niektórzy mogą czuć się trochę zawiedzeni, że ich nie ma. Ale to do mnie należy decyzja, na pewno niełatwa. Trudniej jest rozmawiać z zawodnikami, którzy nie grają, niż z tymi którzy cały czas dostają szansę – kontynuował Wdowczyk.

FORUM: Rozmawiaj z nami o meczu z Jagiellonią >>

– Strzelamy bramki w każdym spotkaniu. Naszym problemem jest to, że te bramki także tracimy. Po tym meczu w Łęcznej miałem nadzieję, że to będzie pierwsze spotkanie, które przełoży się na następne spotkania, że będziemy solidni w obronie. Widzimy, że jeżeli nie będziemy tracić bramek, to potrafimy sobie wypracować sytuacje i je wykorzystywać. W Kielcach straciliśmy jednak trzy bramki, strzelając tylko dwie. Zdaję sobie sprawę z tego, że dwóch ostatnich spotkaniach zabrakło nam cierpliwości i jakości. Korona zagrała bardzo agresywnie, nie potrafiliśmy odpowiedzieć, nie potrafiliśmy się utrzymać przy piłce. W drugiej połowie było zdecydowanie lepiej, ale zabrakło czasu i jakości. Mecz trwa 90 minut, a nie 45 minut. Przegraliśmy i oczywiście żałujemy. Jesteśmy już po analizie tego meczu, teraz skupiamy się na kolejnym meczu – mówił.

– Zdaję sobie sprawę z tego, że rozegraliśmy sporo spotkań. Tempo jest naprawdę duże. Być może jest zmęczenie materiału, a także samouspokojenie po wygraniu dwóch pierwszych spotkań. Ale w każdym meczu trzeba dawać z siebie maksimum walcząc z przeciwnikiem. Umiejętności piłkarskie mamy, ale z każdym przeciwnikiem trzeba podjąć rywalizację na każdej pozycji. Tego nam, szczególnie w meczu z Koroną, trochę zabrakło – stwierdził Wdowczyk.

– Zgadzam się, że stałe fragmenty w defensywie są naszą bolączką. Każdą bramkę analizujemy. Jeżeli chodzi o bramkę Papadopulosa to piłka była idealnie dorzucona w taki punkt, gdzie trudno było wyjść Miśkiewiczowi. Trudno było tę piłkę obronić. Jednak jak jesteśmy w obronie, to każdy za kogoś odpowiada. To jest odpowiedzialność gry jeden na jednego. W meczu z Kielcach Michał podjął dwie złe decyzje. Człowiek, który ma 190 cm, do tego ręce i masę ciało, to wystarczyło krzyknąć, że wychodzi do tego. Gwarantuję, że napastnicy pewnie chowaliby głowy. Ale bramkarz również zdobywa sobie szacunek takimi wyjściami, kiedy demoluje swojego, demoluje przeciwnika. Ten przeciwnik za drugim razem w pole karne nie przyjdzie. Tego nam zabrakło, na tym cały czas pracujemy. Zgadzam się, że gra obronna przy stałych fragmentach powinna być lepsza. Lepsza powinna być również odpowiedzialność za ludzi, których mamy do krycia. To nie jest jednak element nad którym dzisiaj popracujemy i jutro będzie lepiej. To element który musimy stale powtarzać, aby nabrać pewnych nawyków i przyzwyczajeń – dodał.

 

– Powiem to co powiedziałem zawodnikom w szatni. Jeżeli myślicie państwo, że to będzie taki mecz jak ostatni na 5:1, to jesteście w dużym błędzie. Na pewno tak nie będzie.

– Nie jesteśmy na mecie. Proszę wierzyć, że robimy wszystko, aby piłkarze tę świadomość również mieli. Nie zgadzam się jednak z tym, że piłkarze po meczu z Termaliką uważali, że nic się nie stało. Ten remis ich bolał. A to, że strzelił nam bramkarz bramkę także dodaje pieprzyku do tej sytuacji. Nie zgodzę się z tym, że przeszliśmy obok tego meczu, że nic się nie stało.