Aleksander Buksa
fot. Radosław Bełżek

– Miałem nadzieję, że po wejściu i zdobytej bramce, drużyna dostanie pozytywnej energii i pójdziemy za ciosem – powiedział Aleksander Buksa, strzelec jedynej bramki dla Wisły w sobotnim meczu z Rakowem Częstochowa. 17-letni napastnik „Białej Gwiazdy” pojawił się na murawie w trakcie drugiej połowy i pięknym uderzeniem w okienko zdobył kontaktowego gola. Ostatecznie jednak mecz zakończył się wygraną gospodarzy 3:1.

– Czuć było jednak, że brakuje tego ogniwa w środku pola i przez to brakowało nam nieco w defensywie. W ofensywie również nie potrafiliśmy skonstruować sobie sytuacji, jakie planowaliśmy przed meczem. Ten plan nie mógł być zrealizowany. Raków nas wypunktował. Całe szczęście, że mamy jeszcze sporo meczów do końca sezonu. Mamy już jednak rundę finałową i każdy mecz jest na wagę złota – powiedział utalentowany napastnik Wisły w rozmowie przed kamerami Canal+.

Buksa był również pytany przez dziennikarza Canal+ o sytuację, po której Raków zdobył trzeciego gola. Michała Buchalika uderzeniem zza pola karnego pokonał Igor Sapała. – Zdecydowanie zabrakło doskoku, Igor miał zdecydowanie za dużo miejsca. Na tym poziomie nie powinny zdarzać się sytuacje, w których zawodnik ma tyle przestrzeni i czasu, aby oddać tak soczyste uderzenie. Nie zadbaliśmy o te szczegóły, a Raków potrafił wykorzystać sytuacje, które sami im stwarzaliśmy – powiedział napastnik.

– Byliśmy przygotowani na to co Raków chce grać, co chce prezentować. Plan zdecydowanie pokrzyżowała nam czerwona kartka. To nie może być wymówka, ale nie mogliśmy realizować tego, co trener nam nakazał grać przed meczem. Skończyło się tak, że przegraliśmy 1:3 – dodał młody wiślak.