Już za kilka godzin Polska zmierzy się z Ukrainą na Stadionie Śląskim w Chorzowie w meczu towarzyskim reprezentacji. Chociaż w kadrach obu rywalizujących ekip nie znalazł się żaden zawodnik krakowskiej Wisły, postanowiliśmy nawiązać do wieczornych zmagań i wspomnieć piłkarzy, którzy niegdyś mieli okazję na grę w szeregach Białej Gwiazdy, a których narodowe barwy to błękitny i żółty.

Pierwszym zawodnikiem zza naszej wschodniej granicy był Oleg Derewiński. Wychowanek Dynama Kijów trafił na Reymonta w lipcu 1991 roku, opuszczając Metalista Charków. W Wiśle zadebiutował dopiero w marcu kolejnego roku, kiedy wyszedł w podstawowym składzie w meczu z Górnikiem Zabrze. W kolejnej potyczce z Trójkolorowymi (1992.10.07). Derewiński zapisał się na kartach historii – jego trafienie w 79. minucie było pierwszym golem, zdobytym przez obcokrajowca w wiślackiej koszulce. Pomocnik pod Wawelem zaliczył 29 spotkań i tylko raz wpisał się na listę strzelców. Po dwóch latach opuścił stolicę Małopolski i wrócił do ojczyzny, gdzie w 1997 roku zakończył karierę jako piłkarz Krywbasa Krzywy Róg.

W sezonie 1995/96 kibice Białej Gwiazdy mogli oglądać aż trzech zawodników z ukraińskim paszportem. Jako pierwszy zadebiutował Mikołaj Kopystijański, który swój pierwszy mecz zaliczył w kolejce otwierającej rozgrywki II ligi – późniejszy gracz Świtu Krzeszowice zmienił Łukasza Surmę w 72. minucie pojedynku z Unią Tarnów. Jak się później okazało, Kopystijański zaliczył w Wiśle zaledwie trzy spotkania i został pożegnany bez żalu. Nieco więcej okazji na zaprezentowanie swoich umiejętności dostał Roman Goszowski, który 13-krotnie wystąpił w koszulce z białą gwiazdą na piersi. Debiut obrońcy przypadł na starcie z Pomezanią Malbork (1995.08.20), w którym Grzegorz Kaliciak aż cztery razy pokonał golkipera rywali. Jedynym piłkarzem z ukraińskiej trójki (obecnej w ówczesnym czasie w kadrze krakowskiego klubu), który okazał się pełnowartościowym wzmocnieniem, był Wiktor Sydorenko. Wychowanek Dynama Lwów (obecnie Karpaty) zaliczył przy Reymonta dwa pełne sezony i połowę trzeciego. Co istotne, w Wiśle nie był statystą, o czym świadczą jego liczby – prawy pomocnik rozegrał 71 spotkań i zdobył cztery bramki. W jego wiślackiej historii dosyć ciekawe są jej początek i koniec. W 1995 roku Biała Gwiazda toczyła prawny bój o jego kartę z… Hutnikiem:

„Wiktor Sydorenko przed dwoma laty znalazł się w Hutniku za 360 mln zł. Miał to być transfer definitywny. Wisła zakupiła go w lipcu od Skały Stryj za 1000 dol. Hutnik uważa, że piłkarz jest jego własnością, a Wisła nabyła zawodnika nieprawnie – wczoraj w klubie z Suchych Stawów pokazano dziennikarzom kopie dokumentów, mających być dowodem takiego stanu rzeczy. Hutnicy mają pretensje do Wisły, ale chyba jeszcze większe do Ukraińców”. (Gazeta Wyborcza, 25. sierpnia 1995 r.)

Natomiast w styczniu 1998 roku został wręcz zmuszony do przeprowadzki (do Wawelu), ponieważ zabrakło dla niego miejsca w szeregach budowanej przez Telefonikę Wisły. Karierę zakończył w Bronowiance, w której później pełnił także rolę grającego trenera.

Dwie dekady później

Kolejny Ukrainiec trafił do Krakowa dopiero w zimie 2016 roku, czyli niemal 20 lat po odejściu Sydorenki. W wyjazdowym meczu ze Śląskiem Wrocław w wiślackich barwach zadebiutował Witalij Bałaszow. Były piłkarz Czornomorca Odessa został ściągnięty jako wolny zawodnik (pół roku bez klubu) i raczej nie przekonał do siebie sztabu trenerskiego, ponieważ zanotował tylko osiem spotkań. Jeżeli spojrzymy na czas, jaki skrzydłowy spędził na murawie, jego bilans okaże się jeszcze słabszy, ponieważ ofensywnie usposobiony gracz zakończył pobyt pod Wawelem ze średnią 41 minut na mecz. Pół roku przy Reymonta okrasił zaledwie jedną asystą – po faulu na nim Zdenek Ondrasek wykorzystał rzut karny w 94. minucie rywalizacje z Górnikiem Łęczna. Warto zaznaczyć, że Bałaszow pojawił się na boisku zaledwie kilkadziesiąt sekund wcześniej. Po rozstaniu z Wisłą były młodzieżowy reprezentant Ukrainy miał problem ze znalezieniem pracodawcy i dopiero w lutym 2017 roku trafił do Milsami Orgiejów. W Mołdawii również długo nie zagrzał miejsca i już sześć miesięcy później przeniósł się do Isłacza Minski Rajon. Z Białorusi w marcu 2018 roku powędrował do ojczyzny, gdzie zakładał koszulkę Olimpika Donieck, a od sierpnia tego roku był zawodnikiem FK Tambow. W rosyjskiej Premier Lidze zdołał sześć spotkań, ale zaledwie jedno od pierwszej minuty. Niedawno rozwiązał kontrakt z Mieszczanami i od października pozostaje wolnym zawodnikiem.

Ostatnim przedstawicielem Ukrainy w Wiśle był Denys Bałaniuk. Wychowanek nieistniejącego już Dnipro Dniepropietrowsk został sprowadzony na Reymonta jako młody i perspektywiczny gracz, a wielokrotne powołania do juniorskich reprezentacji pozwalały przypuszczać, że napastnik w Krakowie może pokazać pełnię swoich możliwości. Niestety, jego pobyt w stolicy Małopolski nie należał do udanych – mierzący 175 centymetrów wzrostu piłkarz rozegrał tylko dziesięć spotkań (łącznie 288 minut) dla Białej Gwiazdy i absolutnie nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Obecnie 23-latek kopie piłkę w Moskwie, gdzie reprezentuje barwy pierwszoligowego Torpedo.

Oprócz wyżej opisanej szóstki należy wspomnieć o duecie, który był niezwykle blisko gry w koszulce krakowskiej Wisły. Rusłan Kołokołow pojawił się nawet na zdjęciach klubowej kadry przed sezonem 1992/93, jednak nigdy nie zadebiutował w oficjalnym meczu. Z kolei Andriej Boraczyński zaliczył kilka występów dla trzecioligowych rezerw w sezonie 1997/98, jednak nie przebił się do pierwszej drużyny.

(Michał Stompór)