fot. Radosław Bełżek

Kapitan Wisły Arkadiusz Głowacki nie krył rozgoryczenia po niedzielnej porażce 1:2 z Ruchem Chorzów.

– Nie da się ukryć, że sięgamy dna. Nasze morale, nasza gra. Wydaje się, że czego byśmy nie zrobili na boisku, to i tak w pewnym momencie stracimy bramkę, nawet wtedy gdy wydaje się, że gramy dobrze. Nie jesteśmy w stanie mentalnie tego skonsumować, wierzyć w to, że potrafimy kontrolować, że nic nie może się nam stać. Przeciwnik nawet najgorsze podanie może zamienić na bramkę. Padło dziś pytanie, co się dzieje, czego nam potrzeba, aby było lepiej. Na dziś nie jestem w stanie odpowiedzieć – mówił po zakończeniu meczu.

Zapytany o porównanie sytuacji z poprzednim sezonem, kiedy Wisłę również dopadł trudny okres, odpowiedział: – Zawsze ta, która ma miejsce obecnie jest najtrudniejszą do przezwyciężenie. Wydaje się, że w tej chwili nie pamiętamy o tym co było, ale w głowach tkwi to co jest. Czego byśmy nie zrobili, to nic nam nie wychodzi, nic nam się nie układa. Oczywiście to nasza wina i nikt nie potrafi uciekać od odpowiedzialności. Przed nami ciężkie dni. Trudno jest powiedzieć, co zrobić, aby poprawić naszą grę.

Po części wpływ na fatalną postawę drużyny ma z pewnością ogromne zamieszanie związane ze zmianą właściciela klubu.
– Na pewno nie wpływa to pozytywnie, ale my nie możemy w ten sposób tłumaczyć naszej gry. Już parę ładnych dni minęło od zmiany właściciela. Tak naprawdę nasza drużyna się nie zmieniła. Trenujemy w takim samym składzie, mamy takie same cele. O ile w tamtym sezonie graliśmy radosny i wychodziło to na plus, bo prawie zawsze strzeliliśmy jedną bramkę więcej, tak teraz jest odwrotnie. W każdym meczu jest radośnie, ale dla przeciwników – mówił Głowacki.

Kapitan Wisły ma nadzieję, że drużyna wkrótce dowie się na czym stoi i jaka będzie przyszłość klubu. – Nie jest moją rolą, aby mówić, czy jesteśmy zawiedzeni czy nie. Chociaż wyobrażam sobie, że w pewnym momencie ktoś będzie w stanie powiedzieć nam jaka jest przyszłość klubu, jakie są cele i na czym stoimy. Myślę, że w najbliższych dniach do takiego spotkania dojdzie i będziemy mogli po prostu grać i wygrywać. To jest nasz główny cel.

– W momencie kiedy straciliśmy bramkę praktycznie wszystko siadło. Nie byliśmy w stanie się pozbierać. To nie jest jednak żadne wytłumaczenie, ponieważ seniorskie i profesjonale drużyny muszą sobie z tym radzić. Jak życie pokazuje, jest jednak wiele lig w których drużyny mają podobne problemy i nie jest łatwo wygrzebać się z takiego bagna, w jakim się znajdujemy. Na pewno ten tydzień będzie bardzo trudny, będzie mnóstwo mocnych i gorzkich słów, ale być może to przyniesie rezultat już w Kielcach.