Wisła Kraków w sobotni wieczór pokonała na swoim stadionie Cracovię 2:1, odwracając losy rywalizacji w ostatnim kwadransie spotkania. Po zakończeniu meczu radości z wygranej nie ukrywał kapitan przedstawicieli 13-krotnych mistrzów Polski Arkadiusz Głowacki.

Wierzył Pan do końca. Mówił Pan „będą różne minuty..”, jakby Pan wieszczył , że tak będzie…

Arkadiusz Głowacki (Wisła Kraków): – To teraz możecie łapać mnie za słówka (śmiech), choć w pewnym momencie ciężko było sobie wyobrazić, że jednak uda się odwrócić losy spotkania, bo było ciężko, po prostu było dzisiaj trudno i sporo nas ten mecz kosztował. Na początku nie wyglądało to dobrze, nie tak jak chcieliśmy. Były pewne założenia, których nie udało się zrealizować. To był nasz największy problem, ale brnęliśmy z wiarą do przodu no i się udało.

To było bardziej zwycięstwo głowy? Trzeba było przetrwać duże cierpienie…

– Rzeczywiście było trudno. Zwłaszcza grając u siebie, kiedy gra się średnio i wynik jest niekorzystny w derbach. Proszę sobie wyobrazić co zawodnicy czują, kiedy nic nie wychodzi. W pewnym momencie Carlitos wziął sprawę „w swoje nogi” i odwrócił losy meczu.

To zwycięstwo chyba smakuje wyjątkowo. Radość w szatni trudno sobie wyobrazić, a może i wręcz przeciwnie – łatwo.

– Takie zwycięstwo bardzo smakuje, bo też wiemy, że w tym meczu mogło się wydarzyć wszystko i niekoniecznie wynik musiał być na naszą korzyść. Gramy do końca. Gramy zawsze o zwycięstwo.

Jest w Was bardzo dużo konsekwencji i cierpliwości. To w dużym stopniu zasługa trenera?

– Na pewno Nas wszystkich. Tak jak wspominam „najpierw głowa, potem nogi”. Myślę , że to ma duże znaczenie. Chociaż mamy do siebie pretensje, że nie potrafimy od początku meczu grać dobrze w piłkę, że jesteśmy nerwowi w rozegraniu. To są mankamenty, ale wspominałem na konferencji, że jeśli drużyna wygrywa to jest dobry fundament do tego, żeby uczyć się lepiej grać w piłkę.

Wasza gra w pierwszej połowie w szczególności do straty bramki wyglądała bardzo słabo…

– Tak. Nie mamy tutaj zbyt wiele na usprawiedliwienie. Sami byliśmy źli na siebie i czuliśmy, że ten mecz wygląda źle , ale po prostu czasami nie daje się nic zrobić i trzeba przetrwać te trudne momenty.

Co bardziej pomogło: czerwona kartka, czy ofensywne zmiany?

– Ja myślę, że wszystko ma znaczenie. To nie jest tak, że jest jeden aspekt, który wpływa na wszystko – czasami tak jest – ale dziś kilka było rzeczy, które wpłynęły na ten mecz. Na pewno czerwona kartka, jak i ofensywne zmiany po kartce. Myślę , że środek pomocy wypełnili zawodnicy bardziej ofensywni i to miało znaczenie.

Wygraliście z Cracovią po raz pierwszy od czterech spotkań. Długo kazaliście czekać na kolejne derbowe zwycięstwo.

– No tak. Nie mówiłem tego, ale rzeczywiście te kilka spotkań nie wygranych ciężko znosiliśmy, więc dzisiaj smakuje to zwycięstwo bardzo miło, mimo tych wszystkich mankamentów.